Muszę na samym początku zaznaczyć, że przyjechałem do pracy. Więc nie mam czasu na zwiedzanie i oglądanie zabytków. Moja uwaga raczej skupia się na presji zdążenia z wykonaniem wszystkich prac do dnia wylotu.
Na drugi dzień ledwo się podniosłem gdzieś ok 8:30 – 9:00 rano. Wierzcie mi to była nierówna walka. W nocy praktycznie nie mogłem zasnąć, bo gdy tam była noc to w Polsce był wczesny wieczór a rano w Chinach to w Polsce głęboka noc.
Muszę tu powiedzieć osobą niezorientowanym. W Chinach nie ma zmiany czasu z letniego na zimowy. Różnica czasu pomiędzy Polską a Chinami wynosi latem 6 godzin do przodu a zimą 7 godzin, więc jeżeli w Polsce latem jest 12:00 w południe to w Chinach jest już 18:00 (zimą 19:00).
Problem był taki że na początku o 8:30 rano po prostu dopiero zasypiałem ponieważ dla mnie była to godzina 1:30 w nocy czasu polskiego.
Ale wróćmy do mojego pierwszego poranka. Wstałem i sobie myślę, jak ja mam kurcze dojechać do pracy??? Problem teoretycznie żaden ale jak się nie zna języka i miasta to jednak istnieje. Całe szczęście Adam też toczył poranną walkę więc nie zostałem sam. Szybko się pozbieraliśmy złapaliśmy taksówkę i dojechaliśmy do pracy.
Królestwo za kawę. Nie ukrywam, że była to jedna z moich myśli przewodnich tego poranka. Kawa parzona z 2 łyżeczek i do tego troszkę mleczka. Ach aż mi się lepiej na duszy robiło. Więc jak na skrzydłach wpadam do biura, mówię ogólne „Ni hao” (tyle już się nauczyłem przez jeden wieczór) i szukam jakiegoś automatu z kawą a tu nic. Nawet cienia na ścianie mówiącego, że kiedyś taki automat w ogóle stał. O nie, bez kawy nie ma efektywnej pracy więc szukam dalej. Nieśmiało łamaną angielszczyzną z lekką naleciałością rosyjskiego akcentu i niemieckiej gramatyki zadaje pytanie jednej z Chinek – Candy: „ gdzie wy mieć kawa” . Ona wcale nie zdziwiona moim pytaniem mówi mi że kawy nie ma bo oni jej nie piją, jak chcę to mogę zrobić sobie jakiejś herbaty która ma podobne działanie. Czy ja wyglądam na druida co by żyć trawą i korzonkami? Jak to nie ma kawy, nie przyjąłem do wiadomości takiego tłumaczenia i rozpocząłem poszukiwania na własną rękę. Po kilku minutach w jednej z zapomnianych szafek biurowych znalazłem resztki zwietrzałej dobrej polskiej MC Cafe. Tak wstrętnej a zarazem cudownie zwietrzałej kawy nigdy wcześniej ani nigdy później nie piłem. Ale poranna kawa musiała być więc trudno. Co prawda wszyscy Chińczycy uciekali ode mnie na odległość zapewniającą nieodczuwanie smrodu świeżo parzonej zwietrzałej kawy ale ja wytrwałem do końca ;)
Powiem szczerze że nie pamiętam za wiele z tego dnia, zmęczenie dawało mi mocno do wiwatu a i pracy miałem dużo. Serwer na początku też nie czuł się najlepiej na obczyźnie. W każdym razie dzień minął bez większych emocji i po skończeniu pracy ok 22:00 wróciłem do domu by znów rozpocząć nierówną walkę ze zmianą czasu.
Wiesz.. z ta kawa to nie tak do końca... Po pierwsze zawsze był jakis zapas Nescafe (może czasem schowany między próbki tkanin ;-) ). Po drugie z czasem wszyscy przechodzą na zielona herbatę która dobrze zaparzona daje takiego samego kopa jak kawa. Tyle, że drugiego dnia pobytu miałes prawo tego jeszcze nie wiedzieć :-)
kawa
Napisany przez: Janusz () z 19-10-2007 08:37