Sobota, 04 wrzesień 2010r.
Menu witryny
Start
- - - - - - -
Wszystko o ChRL.
Podróże
Dodatki
Abasady & Konsulaty
Wiadomości
Łap okazję
Ulubione
- - - - - - -
Wiadomości z Chin
Katalog stron
O autorach
Logowanie





Nie pamiętasz hasła?
Konto? Zarejestruj się!
Gościmy
Odwiedza nas 21 gości
Licznik odwiedzin
Jesteś 110215 odwiedającym.
Start
Nowości
Popularne
 
17-10-2009 Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
 

Napisany przez Juliusz, z 08-12-2009 21:54

 Jak pewnie pamiętacie, w planach w dniu wczorajszym mieliśmy wymienionych szereg atrakcji, niestety żadnej z nich nie udało nam się odwiedzić. W dniu dzisiejszym, udało nam się pozbierać w miarę wcześnie. Przechwyciliśmy taksówkę i postanowiliśmy ponownie spróbować odwiedzić wspomniane wczoraj miejsca. Pierwsza w kolejności, jako cel, została wybrana wieża telewizyjna.
 
Po zatwierdzeniu planu stwierdziliśmy, że przed wyjściem, dobrze by było napić się kawy i przekąsić, co nieco. Podczas tych czynności zacząłem obserwować boisko pobliskiej szkoły podstawowej. Tak się składało, że poprzedniego wieczoru, oglądaliśmy otwarcie chińskiej olimpiady sportowej. Wierzcie mi, widowisko wcale nie gorsze od olimpiady światowej, a nawet skusiłbym się o stwierdzenie, że otwarcie zrobiono z jeszcze większym rozmachem niż na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. No i w związku z tym, w naszej wspomnianej już wcześniej szkole również rozpoczęto małe igrzyska, na których rozkrzyczana i roześmiana gawiedź oddała się całkowicie wzajemnej rywalizacji sportowej.
 

Szkolna Olimpiada.
 
Po krótkiej obserwacji, pozbieraliśmy się do wyjścia. Udało nam się przechwycić jakąś taksówkę, i z małymi problemami (taksówkarzowi najwyraźniej nie było po drodze) dojechaliśmy pod wieżę. Ale to nie był koniec trasy, ponieważ nie wiedzieliśmy, że pod wejście można podjechać windą i zrobiliśmy sobie wcale niemały spacer drogą podjazdową.
 

Wieża telewizyjna w Nanjing.
 
Wieża znajduje się na dość sporym wzniesieniu i podejście pod nią wymaga chwilki czasu. Po drodze minęliśmy rower, zwykły chiński rower. I może nic by nie było w tym nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jakiś czas temu kupiliśmy sobie z Magdą nowe rowery w Polsce. A jak strasznie byliśmy z siebie dumni, że udało nam się kupić, pożądne markowe rowery.  Tyle wyrzeczeń, tyle zachodu, wybór marki, typu roweru itd., itp. I w końcu decyzja zapadła kupiliśmy rowery marki GIANT. I BARDZO DOBRZE!!! Ponad miliard chińczyków wybrało tak samo, bo Giant posiada swoje fabryki w Chinach produkując nie tylko rowery, ale również skutery elektryczne, których dziesiątki widzieliśmy na mieście.
 

Giant.

 
Ale wracając do wieży, została ona wybudowana w 1996 roku. Jej antena, wznosi się na wysokość 318,5 metra.
 

Nanjing TV Tower.

 
Z naszym upodobaniem do wysokich budynków, opcja wjazdu na wieżę była bardzo kusząca. Ale nie było nam to dane. Po podejściu do kasy, okazało się, że możemy, ale obejrzeć ekspozycję w tzw. muzeum techniki, które znajduje się pod wieżą. Ponieważ na wieżę, można wjechać tylko w sezonie turystycznym, a my niestety przyszliśmy świeżo po zakończeniu sezonu. Nasz pech zaczął nas prześladować coraz wyraźniej.  Przy kasie całą sytuacja stała się troszkę kłopotliwa, ponieważ nikt nie mógł dokładnie wytłumaczyć nam, o co chodzi. Na szczęście podszedł do nas, najprawdopodobniej manager z muzeum techniki. Mówił łamaną angielszczyzną, ale udało nam się nawiązać nić porozumienia. Namówił nas na odwiedziny w muzeum, bardzo mu zależało, byśmy tam weszli. Stał się nawet naszym osobistym przewodnikiem. Na początek oprowadził nas samych, ale poprosił byśmy nie wychodzili, ponieważ o 12:00 rozpoczyna się oficjalne zwiedzanie z grupą i przewodnikiem. Stwierdziliśmy, że czemu nie. I tak już tu jesteśmy. I takim to sposobem zostaliśmy zaproszeni na zwiedzanie muzeum.
 
Zwiedzanie rozpoczynało się od pokazu umiejętności robotów przemysłowych. Najlepszym jest fakt, że zwiedzającymi były dzieci w wieku 5-10 lat. I to raczej my byliśmy dla nich ciekawym eksponatem, a nie tam jakieś tańczące roboty. Ale w końcu maszyną udało się przyciągnąć uwagę całej gawiedzi.
 
 
W następnej Sali dzieciaki dowiedziały się, co się dzieje w tunelu aerodynamicznym. Na czym polega zmiana ciśnień nad i pod skrzydłami samolotu oraz co to są strugi powietrza.
 

Mini tunel areodynamiczny.

 
Później przyszła kolej na lekcję o naprężeniach materiałów. I bąble miały okazję poleżeć na prawdziwym łóżku fakira. Co było dla nich naprawdę interesujące. Z niedowierzaniem dotykały palcami czubki ostrych kolców, które wysuwały się z płyty, pod ich plecami.
 

Łóżko fakira.
 
Było jeszcze wiele innych ciekawych pokazów. Na jednym z nich dzieciaki mogły dowiedzieć się coś na temat prądu statycznego.
 
 
Pokazom nie było końca, ale zbliżała się godzina 15:00. Cały czas musimy pamiętać o fakcie, że ciemno robi się pomiędzy 16 a 17 więc, zostało nam już nie za wiele z dnia. A planów mamy bez liku. Więc pożegnaliśmy się z naszym przewodnikiem i ruszyliśmy dalej w swoją stronę, z nieodpartym wrażeniem, że jeżeli chińskie dzieciaki w wieku 5-10 lat uczą się o przepływowości cieczy, prądzie statycznym, zasadach, na jakich działa Maglev i masie innych rzeczy, to będzie ciężko ich dogonić naszej europejskiej cywilizacji.
 
Kolejnym punktem naszej wyprawy miał być spacer do rekonstrukcji okrętu kapitana Zheng He. Janusz w domu nakreślił nam z grubsza na mapie pewien obszar, w którym możemy takowej poszukać. Udaliśmy się w tamto miejsce taksówką. Kiedy wysiedliśmy, zorientowaliśmy się, że jesteśmy na nabrzeżu portowym i wielce prawdopodobne, że nie znajdziemy tutaj żadnych rekonstrukcji, a tym bardziej zabytków.
 

Przystań promowa.

 

Nabrzeże portowe.

 
 
Udaliśmy się wzdłuż wybrzeża, mijając po drodze kilka tematycznych uliczek. Między innymi ulicę, na której sprzedawane były przedmioty metalowe.
 

Warsztaty metalurgiczne.
 
Po drodze minęliśmy pozostałości starego Nanjing ze starą kolonialną zabudową. Wiele z tych budynków, pomimo bogatego zdobnictwa na fasadach, oraz nietuzinkowej architektury, stało zamkniętych na cztery spusty.
 

Stara zabudowa.
 
 

Stara zabudowa.
 
Kawałek dalej doszliśmy do ulicy, przy której znajdowały się warsztaty blacharsko-lakiernicze, jeden po drugim. Usytuowane były w bramach muru, który oddzielał nabrzeże od drogi. Aż strach pomyśleć, że ścieki z tych warsztatów trafiają prosto do rzeki.
 

Zakład blacharski.
 
Dalej doszliśmy do czegoś w rodzaju giełdy spożywczej. Mijając stragany z mięsem, rybami i wszelkiego rodzaju pożywieniem. To tutaj chyba całe miasto zaopatruje się w jedzenie.
 

Ulica targowa.
 
Niestety po kapitanie Zheng He oraz jego statku ani śladu. Po raz pierwszy chyba w Chinach zaczęliśmy czuć się troszkę nieswojo. Zabrnęliśmy już naprawdę na peryferie miasta a spojrzenia oraz zachowania ludzi stawały się coraz bardziej śmiałe. Weszliśmy na terytorium, w którym Chińczycy polują na jedzenie, nie oczekują w tym miejscu gości. Stwierdziliśmy, że czas się wycofać. Kolejny dzień, w którym nie do końca zrealizowaliśmy swoje plany.
 
Niepowodzenia dnia zostały zamazane obiadem w indyjskiej knajpie, wieczorną nasiadówką w hiszpańskiej tawernie w centrum chińskiego miasta, a na koniec w bawarskim barze. A co tam, jesteśmy w Chinach Mrugnięcie
 
 

Ostatnie uaktualnienie : 14-03-2010 19:18

   
Cytat artykułu na stronie
Ulubione

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocena użytkownika

   (0 głos)

 


Dodaj swój komentarz
Nazwa
E-mail
Tytuł  
 
Komentarz
 
Dozwolone liczba znaków: 600
   Zawiadom mnie o nadchodzących komentarzach
  This image contains a scrambled text, it is using a combination of colors, font size, background, angle in order to disallow computer to automate reading. You will have to reproduce it to post on my homepage
Enter what you see:

   
   

Żaden komentarz nie wystawiony



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Chiny Naszym okiem. © 2010 by Julas.
Powered by Joomla!. Template: TheNut