Sobota, 04 wrzesień 2010r.
Menu witryny
Start
- - - - - - -
Wszystko o ChRL.
Podróże
Dodatki
Abasady & Konsulaty
Wiadomości
Łap okazję
Ulubione
- - - - - - -
Wiadomości z Chin
Katalog stron
O autorach
Licznik odwiedzin
Jesteś 110222 odwiedającym.
Start arrow Podróże arrow Jiangsu arrow 13-14.10.2009
 
13-14.10.2009 Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
 

Napisany przez Juliusz, z 17-10-2009 04:37

13-10-2009

Jesteśmy gotowi do wyjazdu.

Moja Kochana Siostrzyczka obiecała, że przypilnuje nam mieszkanka, w zamian za nieograniczony dostęp do internetu i kablówki Wystawić język Bynajmniej ten problem mamy już z głowy. Kwiatki jakoś doczekają naszego powrotu.

Pakowanie poszło nam w miarę szybko i sprawnie. W poniedziałek, dzień przed wyjazdem musiałem iść do pracy, więc większą część prac związanych z przygotowaniem rzeczy do wyjazdu wykonaliśmy w weekend. W poniedziałek, Magdzie zostało zrobienie małych zakupów, wykupienie ubezpieczenia. Walizki zostały spakowane pod klucz wieczorem.

O godzinie 12:45 we wtorek, dnia 13-10-2009, wychodząc z domu, oficjalnie rozpoczęliśmy Naszą podróż do Chin. Moją 3-cią a Naszą wspólną 2-gą (dla Magdy osobiście, również jest to 2-gi wyjazd). Na lotnisko dojechaliśmy taksówką, szybka odprawa i byliśmy już po drugiej stronie granicy, będąc jeszcze na polskiej ziemi. Do lotu pozostało 40 min. więc nie musieliśmy się już martwić zabiciem wolnego czasu. Od razu poszliśmy do naszego gate-u.

Z Polski wylecieliśmy z 15-sto minutowym opóźnieniem. Mieliśmy wystartować o 14:30, a start rozpoczął się o 14:45. We Frankfurcie byliśmy o godzinie 16 z hakiem. O 17:50 mieliśmy lot do Nanjing, więc zanim doszliśmy do naszego docelowego Gate-u, zanim przeszliśmy przez kolejne kontrole to akurat minęło tyle czasu, że praktycznie od razu mogliśmy wsiadać na pokład A340 i lecieć do Chin.

Lot minął bez większych sensacji, nie licząc płaczu dzieci, które nie do końca radzą sobie ze zmianami wysokości oraz zachowania zmanierowanych Niemców, którzy lecąc w klasie economy oczekują warunków jak w klasie pierwszej. Chyba się już przyzwyczajamy do tej trasy bo lot staje się coraz krótszy i coraz mniej męczący.

14-10-2009

W okolicach godziny 11:00 czasu chińskiego (5:00 czasu polskiego) wylądowaliśmy w Nanjing. Odprawa poszła nadzwyczaj sprawnie. Byliśmy przygotowani na przynajmniej godzinną akcję z chińską biurokracją w roli głównej. A tu 10 minut i już w Chinach. W między czasie oddałem miłej Pani w maseczce chirurgicznej karteczkę w której zadeklarowałem, że nie jestem na nic chory, później miłemu Panu również w maseczce chirurgicznej, oddałem coś w rodzaju karty meldunkowej, gdzie zapisałem swój adres w Polsce i numer telefonu, w razie jakby chciano mnie koniecznie o coś zapytać podczas mojego pobytu Mrugnięcie Pan wbił mi pieczątkę do paszportu i po wszystkim. Po wyjściu z terminala złapaliśmy taxi i po okazaniu wcześniej wydrukowanej z internetu mapki dojazdu oraz zapisanego po chińsku adresu, dojechaliśmy tradycyjnie do Janusza, gdzie zatrzymamy się na kilka pierwszych dni naszego pobytu.

Faktem jest, że i tak cała podróż trwała ok. 20 godzin i zmęczenie wygrywało nad wszelkimi innymi odczuciami. Ale to nie przeszkodziło nam w wyruszeniu na obiad kilka minut po wejściu do domu. Na obiad w którym główną rolę odegra ulubione danie Magdy - kurczak smażony z papryką chili i orzeszkami ziemnymi. W międzyczasie jeszcze miła niespodzianka, spotkaliśmy Joy, tak więc kolektywnie jak to w Chinach udaliśmy się na posiłek. Na obiad zamówiliśmy oczywiście kilka dań, prócz wspomnianego wcześniej kurczaka, była tam jeszcze, między innym, smażona wołowina z takimi jakby chipsami ryżowymi. Jest to ryż który zostaje zapiekany na krawędzi pieca w postać płatków chips-owych, bardzo ciekawe danie w smaku i w wyglądzie. W smaku oczywiście na ostro. W tym momencie mogliśmy uznać nasz pobyt w Chinach oficjalnie za rozpoczęty.

Po obiedzie zmęczenie wygrało nad planami i udaliśmy się na sjestę.  Położyliśmy się spać, była godzina może 15, może 16? W każdym bądź razie coś pomiędzy. Ok 19 Janusz stwierdził, że przecież prawie nic nie jedliśmy i trzeba iść na kolacje Spoko Magdy nie udało się obudzić, musi odespać swoje 16 godzin aklimatyzacji. Poszliśmy z Januszem i nowo poznaną koleżanką Małgosią do indyjskiej restauracji (tak dla odmiany). Co prawda byłem negatywnie nastawiony do indyjskiej kuchni, przykre doświadczenia z Polski. Jednak podczas poprzedniego pobytu w Chinach również odwiedziłem podobną restauracje i po malutku staje się fanem takiego jedzenia.

Po powrocie do domu, próbowaliśmy się zmierzyć z mała butelczyną dobrej polskiej gorzałki, która przyjechała ze mną z Polski. Niestety byliśmy jakoś zbyt zmęczeni na takie zawody. Buteleczka prawie nie tknięta wróciła do lodówki, towarzystwo poszło spać a ja postanowiłem pooglądać chińską kablówkę. Pech chciał, że ponaciskałem coś na pilocie i rozprogramowałem dekoder. Niby nic ale jak wszystko, łącznie z guzikami na pilocie jest po chińsku, staje się to nie lada problemem. Ten fakt pozwolił mi zrozumieć, że ja też powinienem udać się już na spoczynek. 

I w taki sposób zakończył się nasz pierwszy dzień w Chinach.

Share

Ostatnie uaktualnienie : 14-03-2010 19:21

   
Cytat artykułu na stronie
Ulubione

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocena użytkownika

   (0 głos)

 


Dodaj swój komentarz
Nazwa
E-mail
Tytuł  
 
Komentarz
 
Dozwolone liczba znaków: 600
   Zawiadom mnie o nadchodzących komentarzach
  This image contains a scrambled text, it is using a combination of colors, font size, background, angle in order to disallow computer to automate reading. You will have to reproduce it to post on my homepage
Enter what you see:

   
   

Żaden komentarz nie wystawiony



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
następny artykuł »
Chiny Naszym okiem. © 2010 by Julas.
Powered by Joomla!. Template: TheNut